Na samym początku pragnę poinformować, że nie jestem pedagogiem emisji głosu. Post, który czytacie, był w mojej głowie już od dawna. Ksiązki poniżej odmieniły znacznie mój wokalny świat.

Trzeba jednak pamiętać, że śpiewanie to nie jest umiejętność, której można nauczyć się z książki. Natomiast mocno wierzę w to, że zapisane słowa i rysunki mogą znacznie pobudzić naszą wyobraźnię. Ona często pomaga przeskoczyć wokalne problemy i blokady lub rozwiązać abstrakcyjne pojęcia, które często słyszymy na lekcjach śpiewu, takie jak “Śpiewaj przeponą”, “otwórz gardło”. Zawsze denerwowało mnie, kiedy nauczyciel mówił mi, że muszę znaleźć „swój sposób/swoje miejsce”. Im dłużej zgłębiam tajniki śpiewania, tym bardziej rozumiem, o co im wszystkim chodziło.

Żeby było jasne, książki, o których mam nadzieję przeczytacie, to jedna setna pozycji, jeśli chodzi o literaturę poświęconą emisji głosu. Ten dziewiczy post na moim blogu będzie bazował wyłącznie na książkach, które przeczytałem i które zmieniły moje patrzenie na wydawanie z siebie dźwięku. Wielu moich znajomych nie cierpi, gdy mówię „to jest temat rzeka”. Uwierzcie mi, że jeśli chodzi o śpiewanie – to jest temat rzeka. Co dobre dla mnie, dla Ciebie może okazać się bezsensowną kupą bzdur i odwrotnie. Zapraszam do mojego muzycznego mikroświata, a zarazem premierowego otwarcia mojego bloga. Pierwszy post o śpiewaniu – czyli o tym, co kocham najbardziej na świecie.

  1. “Mówię i śpiewam świadomie” Bogumiła Tarasiewicz

    Najładniejszy głos, jeśli nie jest oparty na właściwej technice, wcześniej czy później musi ulec uszkodzeniu. Można wprawdzie długi czas śpiewać nie mając podstaw prawidłowej emisji, lecz wreszcie, i to poniewczasie, przychodzi do smutnego stwierdzenia faktu, że głos jest bezpowrotnie zniszczony.

    © Aleksandra Mitrynowicz-Modrzejewska

    Podręcznik do nauki emisji głosu - ten podtytuł najlepiej oddaje to, co jest w książce. Podstawowe zagadnienia teoretyczne i ćwiczenia praktyczne wraz z mnóstwem obrazków i rysunków. Uważam, że każda osoba, która chce śpiewać zawodowo czy lub, jak kto woli, profesjonalnie – powinna poznać anatomiczną budowę swojego najważniejszego narzędzia pracy. Śpiewając „I will always love you” prawdopodobnie nie będziesz myśleć o chrząstce tarczowatej czy przestrzeni podgłośniowej, ale ogólna budowa krtani i świadomość działania fałd głosowych, czy podniebienia górnego, wydaje się być niezbędna do pracy na dłuższą metę. Dlatego też w książce dowiecie się o tym, w jaki sposób wydobywać z siebie dźwięk, jak niedaleko jest od ludzkiego głosu do strun w gitarze czy fortepianie i jak bardzo całe ciało bierze udział w najprostszej zaśpiewanej frazie.

    Oprócz tego ciekawe informacje o patologiach i chorobach związanych z głosem. Jak dbać o higienę naszego aparatu i co najważniejsze – dlaczego powinniśmy ćwiczyć i stale rozwijać nasze umiejętności. Na sam koniec autorka zostawia nas z konkretnymi ćwiczeniami artykulacyjnymi, co daje duże pole do popisu i sprawdzenie swojego „języka” i dykcji, która według wielu jest kluczem do prawidłowego śpiewania.

    Tylna okładka jasno informuje, że książka jest dla każdego, kto „zawodowo” zajmuje się głosem. To zdanie sugeruje nam to, co napisałem na początku – te kilkaset oprawionych stron nie wychwyci i nie powie nam, że robimy ćwiczenia nieprawidłowo. Nieumiejętne ich wykonywanie może prowadzić do kontuzji, chrypek i zacisków, dlatego uważam, że ta pozycja to super uzupełnienie wiedzy w zakresie emisji głosu, a może nawet polem do dyskusji ze swoim nauczycielem śpiewu.

  2. “Głos wewnętrzny” Autobiografia Renee Fleming

    Zaczynałem w zespole metalowym, więc kiedy ktoś mi mówił, że śpiewa klasykę, ciężko było mi stłumić pogardę i śmiech. Po latach nauki biję się w pierś i jestem w 100% przekonany o tym, że Bel canto - technika wokalna powstała we Włoszech, na której opiera się klasyczna emisja głosu - jest Ojcem i Matką wszystkich nowoczesnych technik i szkół wokalnych. Renee Fleming to sopranistka (wysoki głos kobiecy), która ma w plecaku nagrodę Grammy i występy we wszystkich najważniejszych operach na całym świecie, takich jak Royal Opera House w Londynie czy Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Bohaterka zdradza, jak wygląda operowy “backstage”, a przede wszystkim zabiera nas w podróż, którą odbyła wraz ze swoim głosem od pierwszych lekcji wokalu, aż do niesamowicie trudnych fraz, które dane jej było zaśpiewać w Mediolańskiej La Scali. Artystka ma również ogromną świadomość, jeśli chodzi o sam rynek muzyczny. W książce znajdziecie między innymi dużo informacji na temat jej relacji z wytwórnią i jej agentem. Renee zwraca też uwagę na relacje z rodziną i o tym, jak zdrowie psychiczne wpływa na jakość naszego głosu. Skarbnica wiedzy dla każdego, kto używa regularnie swojego głosu. Póki co jest to moja ulubiona autobiografia, jeśli chodzi o tematykę emisji głosu i nie ukrywam, że mój egzemplarz już wędruje po znajomych z branży! :)

  3. “The Commitments” Roddy Doyle

    Kolejną pozycję należy potraktować z dystansem. Czy aby na pewno? Mianowicie chodzi o to, że jak już totalnie złapiemy zajawkę na śpiewanie i zaczniemy kopać, to w pewnym momencie możemy dać się złapać w “niewidzialną” pułapkę. Co więcej, te pułapki są rozstawione na całej naszej wokalnej drodze. Na swojej “ścieżce” miałem kilkunastu nauczycieli (nadal chodzę do mojego ulubionego nauczyciela!), przeczytałem sporo książek, artykułów i prac. Wychodziłem z oczami jak pięciozłotówki z wykładów i warsztatów, z myślą “O kurde! To o to chodzi! Jak opuszczę żuchwę, podniosę podniebienie miękkie, uaktywnię przeponę i zegnę kolana w odpowiednim nachyleniu w stosunku do migdałka gardłowego, to już do końca życia będę śpiewał najlepiej, jak tylko mogę!” Gówno prawda! Ten temat będzie się przewijał w kolejnej części o książkach dla śpiewających, ale póki co podejdźmy do tematu od innej strony. The Commitments to zespół założony w Dublinie (istnieje naprawdę, wystarczy odpalić Youtube lub Spotify).

    Książka opowiada o historii grupy muzycznej, która została złożona z przypadkowych ludzi, a którzy ponad wszystko kochali grać i występować. Wiadomo, zespół bez “dramy” wewnątrz grupy nie może istnieć. Dlatego znajdziecie tam stereotypowe “sytuacje miłosne” pomiędzy członkami zespołu i wiele dialogów, które świetnie oddają charakter poszczególnych bohaterów (nadpobudliwy perkusista, zadufany w sobie saksofonista i introwertyczny basista). Do rzeczy - wokalistą zespołu jest Declan Cuffe, pracownik sklepu muzycznego, który lubi wypić piwko i podrzeć ryja w miejscowym pubie. Deco jest egoistą, myśli tylko o sobie i chce być na piedestale, można mu to wszystko zarzucić i z miejsca go znienawidzić. Jednakże Deco śpiewa z serca, Deco nie zastanawia się jak zaśpiewać “górny dźwięk”, jak “wyciągnąć wysokie C”, czy jak “podeprzeć dolne dźwięki”. Zamieszczam dłuższy fragment z książki, który na pewno nie sugeruje jak ćwiczyć, ale przypomina o tym, że najpiękniejszy głos jest bezwartościowy, jeśli nie łączy się z sercem, duszą i pasją, która musi być w nas.

    Deco śpiewał, krzyczał, warczał, jęczał i zawodził razem z kasetami, które dał mu Jimmy. Wieczór w wieczór maltretował sobie gardło. Kiedy doszedł do końca “Tracks of my Tears”, czuł się tak, jakby ktoś mu je poharatał od środka…
    Naśladowanie Marvina Gaye oznaczało podrażnienie gardła, a potem przypalanie go rozżarzonym żelazem. Nie poddawał się jednak. Robił postępy. Było mu coraz łatwiej. Czuł, że gardło mu się rozciąga. Dłużej było wilgotne. Znajdował powietrze głębiej. Puszczał Otisa Reddinga i śpiewał z nim “My Girl”, kiedy musiał odpocząć. Każdą sesję kończył Jamesem Brownem.
    Przyjrzał się, w jaki sposób James Brown pada na kolana. Nie podciągnął spodni, żeby klęknąć. Zwalał się na ziemię. Deco spróbował. Zachrypiał “Sometimes I feel so good I wanna jump back and kiss myself”, wycelował kolanami w podłogę i poleciał tam za nimi. Minęło trochę czasu, zanim mógł wstać. Myślał, że mu rzepki trzasnęły. Jimmy powiedział, że James Brown często miał spodnie przesiąknięte krwią, kiedy schodził ze sceny. Takiego wała, ja nie będę miał, pomyślał Deco.

    © “The Commitments” Roddy Doyle

    Wiecie po co te drastyczne cytaty? Po to, żeby nie utonąć w ćwiczeniach, skalach, rozśpiewkach, rozciąganiach głosu przy pianinie itp. Śpiewajcie swoje ulubione piosenki, bawcie się dźwiękiem, pozwólcie na przypadkowe odkrycia, na scenie technika ma Wam pomóc, często uratować w gorsze dni czy podczas choroby. Część osób z publiki na pewno doceni Wasz niesamowity warsztat ale duża większości traktuje koncert jako przeżycie emocjonalne, a nie techniczne. Przed wyjściem na scenę warto zadać sobie pytanie, czy chcę coś pokazać czy przekazać.

  4. “Kompletna Technika Wokalna” Catherine Sadolin / Tłumaczenie i korekta: Katarzyna ‘Kate’ Idzikowska - Autoryzowany Nauczyciel CVT

    Nowa biblia dla wszystkich wokalistów… Zdaniem Catherine Sadolin, każdy może nauczyć się śpiewać i po lekturze “Kompletnej Techniki Wokalnej” jestem głęboko przekonany o tym, że to najprawdziwsza prawda.

    © Line Out magazyn dla muzyków

    Wyobraźcie sobie, że autorka skumała się z wokalistami i pedagogami od śpiewu z całego świata i znalazła sposób na wydobycie każdego możliwego dźwięku aparatu mowy. Co więcej spisała to i cały czas aktualizuje. Książkę dostajemy z dostępem do bazy online z plikami przykładowymi i bez nich lub bez instruktora CVT, dość ciężko pracować. Przykłady są dedykowane dla każdego rozdziału. Wszystko jest dosłownie rozpisane w tabelkach i nie ma tu mowy o przypadku. Spodoba się ludziom którzy lubią konkrety i nie mają czasu na “wyobraź sobie, że jesz gorącego ziemniaka”. Technika CVT oferuje odpowiedzi na pytania, które często zostają bez odpowiedzi. “Kurde ciekawe jak on robi taką fajną chrypkę”, “Ma taki pazur w głosie”, “Nie boli Cię gardło jak tak drzesz ryja?”

    Autorka zamieściła w książce rozdział “Efekty” i jest to raj dla tych, którzy lubią kombinować i eksperymentować z głosem. Nie straszne jej skrajne techniki, takie jak Growl czy Screaming. Fundamentalną kwestią w CVT są “Tryby wokalne”. Catherine wyróżnia 4 tryby i co lepsze, możemy je modyfikować, nakładać efekty, bawić się dynamiką. Wiem że na terenie naszego kraju istnieją warsztaty, które wprowadzają w świat Kompletnej Techniki Wokalnej. Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że nie jest to książka, którą czyta się od początku do końca. Regularnie wracam do pierwszych rozdziałów, żeby nie popełniać podstawowych błędów, które rujnują pracę nad trybami. Książka dla wymagających i wokalnych freaków.

    Polecam wszystkim, którzy z ręką na sercu są w stanie usiedzieć i ćwiczyć dłużej niż 15 minut. Numer 4 to lektura dla cierpliwych. W środowisku raczej używa się skrótu CVT (Complete Vocal Technique) niż KTW, w każdym razie, jeśli słyszałeś o technice SLS czy NVP, to z CVT warto również się zapoznać. Co więcej, znam ludzi, którzy są skrajnymi wyznawcami tego sposobu śpiewania i osiągają świetne efekty, dlatego kończę podpunkt czwarty moim ulubionym “lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć”.

  5. “Łamańce z Dedykacją czyli makaka ma Kama” Bogumiła Toczyska

    Nie będę Was oszukiwał, kiepska dykcja i niechlujność w wypowiadaniu się na scenie (i nie tylko) to jeden z wielu powodów, dla których utalentowana osoba z pięknym głosem i ciekawą barwą odpada na pierwszym etapie castingu czy przesłuchaniu do roli. Tej książki nie da się przeczytać, trzeba ją żmudnie przepracować. Gdyby nie szkoła muzyczna, na pewno nie włożyłbym jej do plecaka, nie mówiąc już o radosnym intonowaniu ćwiczeń. Wokalisto, samogłoski i spółgłoski to Twoi przyjaciele i nawet jeśli masz ich dość, to uwierz mi, że one pamiętają, co więcej bardzo, bardzo, bardzo wpływają na to, jaki efekt otrzymasz przy mikrofonie. Żeby było jasne, nienawidzę tej książki, cały czas niechętnie walczę z własną wymową, która jest u mnie mocno przeciętna. Ale jeśli chcesz, żeby ludzie Cię zrozumieli, nie mówiąc już o “zachwycie” nad Twoją dykcją i poszanowaniem słowa, to wiedz, że to jest czas na to, żeby odstawić kubek z kawą, wziąć dużą niegazowaną butelkę wody i grzecznie pójść do lustra, które daje natychmiastowy feedback i przy okazji daje Ci do zrozumienia, jak bardzo nie otwierasz buzi, zaciskasz się, masz sztywną żuchwę, a Twój język to patentowany leń.

    Kto śpiewa - dwa razy się modli, niech nasze modlitwy będą dźwięczne i zrozumiałe :)

Skoro tu dotarłeś, to wiedz, że jestem z Ciebie ultra dumny, to niby tylko 5 książek, ale pozycje 1, 4 i 5 to książki, które w moim wypadku - nigdy się nie kurzą. Jeśli jesteś spragniony kolejnej literatury o śpiewaniu, to już teraz zapewniam, że część druga na pewno wskoczy wkrótce na bloga.

Jeśli jesteś zainteresowany tematyką muzyczno-wokalną, to zapraszam Cię do zapisania się na listę mailingową Struny Izdeba. Dzięki temu nie ominie Cię żaden post na blogu, a także będziesz informowany o nowych filmach na YT i moich koncertach. Będzie mi bardzo muzycznie: