*Przed rozpoczęciem czytania należy włączyć ten utwór:

Gravity - John Mayer - już? To teraz się rozsiądź, zaczynamy!

Pierwszym założeniem tego wpisu była chronologia, po czym zrozumiałem, że styczeń łączy się z lipcem, luty z grudniem i układanie wszystkiego po kolei nie jest możliwe, a przynajmniej nie w tym życiu. Zdarzyło się więcej niż zakładałem, spotkałem ludzi, dzięki którym dużo się zmieniło, miałem mocarne chwilę szczęścia i szczytu kondycji i tyle samo razy się zawiodłem, dałem ciała albo zrobiłem straszną głupotę. Spełniłem więcej marzeń, czy, jak kto woli, celów niż chciałem i to wszystko, co zrobiłem od stycznia, odbije się bardzo mocno na 2019. Sam nie mogę się doczekać. Póki co analiza ukochanego 2018 :)

paweł izdebski Fot. Magdalena Halicka

W Styczniu dostałem zaproszenie do wzięcia udziału w castingu do spektaklu “ONCE” w Teatrze Muzycznym Roma. Moja ekscytacja i trochę niedowierzanie sięgnęły zenitu, przez co totalnie położyłem kanał na Youtube, własne piosenki i ciężko było mi się skupić na innych rzeczach. Startowałem na główną rolę i czułem, że to moja życiowa szansa. Życie się uśmiechnęło i nie udało mi się dostać do obsady. Przed wakacjami graliśmy ze Studiem Accantus na głównej scenie Teatru Roma finałowy koncert trasy symfonicznej. W tym samym czasie przebiegały próby generalne do musicalu, w którym tak strasznie chciałem zagrać. Żołądek podchodził mi do gardła - tak miało być, mój czarny anioł z dumą wyszeptał mi “Nigdy nie zagrasz w musicalu”.

once Fot. Karol Mańk

Pod koniec wiosny dzwoni telefon, który udowodnił mi, że wszystko jest po coś (a nawet jeśli nie, to pozwólcie mi w to wierzyć). 30 czerwca zagrałem swój pierwszy spektakl na deskach prawdziwego teatru muzycznego. Jakie to uczucie? Nie pamiętam. Wiem, że w dniu własnego debiutu czasownik “spać” nie istnieje. Trafiłem do grupy muzyków i aktorów, którzy inspirują mnie i pozwalają być sobą w garderobie i na scenie. Mam nawet swoje trampki. Podpisane. A co lepsze poznałem kogoś nowego… Róża to Mandola, oczywiście zdobycie leworęcznego instrumentu minstreli graniczyło z cudem, więc Róża to hybryda i składam pokłony dla lutnika, który ustawił ją specjalnie pod soundtrack musicalu.

róża Fot. Magdalena Halicka

Zostajemy przy musicalu i przenosimy się do Studia Accantus. Nie wiem od czego zacząć, może najpierw od kanału na YT i piosenek, w których miałem przyjemność wziąć udział! Całkiem niedawno, bo trzy tygodnie temu wcieliłem się w słynnego Olafa, z którym jak się okazało podczas nagrań - bardzo się utożsamiam. Zresztą sprawdźcie sami: Jestem bałwanem Olafem! Poza śnieżnymi rozkoszami miałem przyjemność zaśpiewać najsłodszą piosenkę na ukulele. “Bonnie” w tłumaczeniu Doroty Kozielskiej przyciągnęła mnie do siebie w czasie 0,000000. Właściwie wystarczyło usłyszeć oryginał Jeremy Jordana żeby zakochać się po uszy w tym utworze.

A gdyby tak porwali Twojego najlepszego przyjaciela? Ja zadzwoniłbym do Kuby Jurzyka i Kamila Zięby, tylko oni wiedzą co to znaczy Hej Przygodo

Hej Przygodo Fot. Bartek Kozielski

Piosenek oczywiście było więcej, nie wspominam już o legendarnych zbiorówkach, takich jak “Wieża Babel” czy “Mario czy już wiesz” w aranżacji Amerykańskiego zespołu Pentatonix.

Okazało się też, że śpiewamy nie tylko w internecie. Ba! Jest kilka momentów w życiu, których się nie zapomina. Jednym z nich na pewno jest Trasa Symfoniczna. Wierzcie lub nie, 11 wokalistów na scenie wspartych kilkudziesięcioosobową orkiestrą robi wrażenie nie tylko na słuchaczach. Zespoły zazwyczaj nagrywają płyty z orkiestrą na 50lecie istnienia - mnie spotkało to dużo wcześniej. Mogę być tylko wdzięczny.

trasa symfoniczna

Już teraz mogę zapewnić, że już na początku 2019, pojawię się na kanale jako…

Książę Naiwności jednak nie był na tyle naiwny, żeby nic nie zrobić w kierunku swoich marzeń. I tak 1 Maja wypuściłem swój pierwszy oficjalny teledysk do piosenki “Balon”. Rolę ściągającej mnie na ziemię zagrała Ada Stalewska, której przeogromnie dziękuję za włożenie ogromu emocji przy realizacji klipu. Reżyserią zajęła się Olga Izdebska (Bratnia dusza, ale nie siostra :D) Po wakacjach wstałem z letniego snu, który gdzieś schował moje autorskie poczynania. Jak już wstałem, to na dobre. Poznałem kilka cudownych osób, które troszkę dodały mi siły i przypomniały, że przecież najbardziej na świecie to ja chcę pisać piosenki. Więc otrzepałem się z kurzu i w krótkim czasie zagrałem w Toruniu, Gdyni, Wrocławiu, Katowicach, Warszawie, Łodzi, Sopocie i Krakowie! Powiem Wam więcej! Możecie nawet zobaczyć jak było, bo z każdego koncertu przygotowałem dla Was fotorelacje, mam nadzieję, że to Was zachęci po pierwsze do zapisania się do mojego newslettera (zostajesz wtedy “Struną Izdeba” - fajnie co?), a po drugie - przyciągnie Was i Waszych znajomych na moje koncerty, na których naprawdę staram się zostawić całego siebie. Proszę sobie tu kliknąć Fotorelacje z koncertów.

Kasia Mazurkiewicz Fot. Piotr Kędzia

W Sopocie, Gdyni, Łodzi i dzielnicy Wesoła w Warszawie towarzyszyła mi przy pianinie wspaniała Kasia Mazurkiewicz, której jestem ogromnie wdzięczny za przelanie swojej wrażliwości na moją muzykę <żółwik>.

Jeśli Wam się spodobało na mojej nowej stronie, to głośne oklaski dla Darii Woźnickiej, która jest autorką www i w pocie czoła pomaga mi z koncertami (Dla nas nie ma jutra).

Ralph Kaminski support Fot. Magdalena Halicka

Wraz z końcem jesieni zagrałem trzy cudowne koncerty jako support przed Ralphem Kamińskim na jego finałowej trasie “Morze”. Fani Ralpha to skarb, ludziska przyjęli mnie tak ciepło, że na scenie nie czułem się jak support, za co bardzo dziękuję. Moją radość spotęgował fakt, że z tym samym zespołem jeździłem na pierwsze koncerty Ralpha kiedy płyta “Morze” dorastała nie mając jeszcze ani jednej nagranej ścieżki! Nie mogłem sobie wyobrazić lepszego pożegnania, niż to w Palladium na finale trasy.

Ralph Kaminski support Fot. Magdalena Halicka

Gdzieś w okolicach lutego ujarzmiłem nieco swoją dyscyplinę i uaktywniłem się na moim kanale Youtube - choć nadal nie tak jakbym sobie tego życzył, to udało się zdobyć kilka fajnych chwil, między innymi moje pierwsze Q&A, przy którym miałem masę radości i w końcu mogłem odpowiedzieć na nurtujące Was pytania.

2018 to też rok, w którym spotkałem człowieka, przez którego robię to co robię. Z tej okazji nagrałem filmik pt. Najlepszy dzień w życiu - skąd ten tytuł? Jakby Wam to powiedzieć, moja gitara jest od tamtej pory bezcennym artefaktem.

Rachel z autografem

Większość z Was wie, że mam problem z serialami, a raczej z czasem, który marnuje przed ekranem. Jednakże uważam, że nie do końca był to czas stracony. Gdyby nie mój ukochany serial Dom z papieru (La Casa De Papel) nie nagrałbym cudownego Intro autorstwa Cecilli Krull, która(!) zobaczyła mój cover i napisała kilka ciepłych słów. Patrzyłem w prywatną wiadomość na instagramie jakieś 12 minut, zanim zrozumiałem, że spaliłem tosty. Mój cover “My life is going on”

Pomiędzy moim oczkami w głowie działo się jeszcze więcej. W grudniu nagrałem wokale do bajki Netflixa, zagrałem na kilku weselach pierwszy taniec jako “niespodzianka”, wprawiając niejedną Pannę Młodą we wzruszenie! Uwielbiam oglądać filmiki, na których Ed Sheeran zaskakuje nowożeńców - teraz wiem, że czas na oglądanie nie był stratą czasu ; )

W 2018 zacząłem też pisać inny rozdział, do którego już raz podchodziłem ale byłem za głupi, niedoświadczony, a najbardziej doskwierał mi brak własnego zdania. Książę Naiwności był super ziomkiem, ale ta debiutancka epka to też pożegnanie z pewnym etapem mojego życia. Czas iść dalej, roku 2019 otwieram się na Ciebie i wierzę że choć troszkę zmienimy świat. Przedstawiam Wam Dianę, Marcina, Grzegorza i Bartka. Trzymajcie kciuki za nas w przyszłym roku, mamy zamiar trochę namieszać.

Zespół

Najlepszości dla Was wszystkich.

Jeśli zaproponują ci miejsce w statku kosmicznym, nie pytaj, co to za miejsce. Po prostu wsiadaj.

© Sheryl Sandberg

Paweł