Paweł Izdebski

Podróże duże i jeszcze większe!

Merhaba!

I choć nie jesteśmy w Turcji, to zapragnąłem się z Wami przywitać w tamtejszym języku (po prostu, bez powodu!). Początek wakacji był bardzo duetowy! Odwiedziliśmy z Kasią trzy wspaniałe miejsca w ciągu kilku tygodni…

B I A Ł Y S T O K

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Ależ tam było... żółto! Nie będę ściemniał, byliśmy z Kasią pierwszy raz w Białym i chcieliśmy Was zaskoczyć… więc ubraliśmy się w barwy Jagi! :D

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Klub Jazzon to totalny odjazd. Miejsce jest cudownie klimatyczne, ale też bardzo intymne, co na początku spowodowało lekki stres. Tak naprawdę Białystok był specyficzny, przez kilka chwil myślałem, że coś jest nie tak. Kompletna cisza. Nikt nie gada. To była moja nadinterpretacja. Wy aktywnie słuchaliście, każdego dźwięku, każdego słowa. Zrozumiałem to jakoś w połowie koncertu i dopiero powrót uzmysłowił mi co się stało.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Wy po prostu przyszliście po muzykę. I to jest kurde piękne. Stary fortepian dodawał tylko romantyczności całemu wydarzeniu. Świeczki przy zgaszonych światłach spowodowały, że chyba czułem się trochę jak na randce. Podekscytowany i czasami niepewny. Niepewność - w książkach tego zabraniają na scenie. A może po prostu przestać uciekać i zaakceptować swój strach?

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Teraz zaprezentuję jak działa muzyka. Jesteście gotowi? Bo to, co zaraz zobaczycie, jest mocno “wzruszable”:

Nadawca

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Odbiorca

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Może przesadzam, a może po prostu tak jest, że niektóre koncerty potrafią zmienić życie. Nie mówię, że ten, mówię że warto na nie chodzić, bo w końcu trafimy na taki, który zmieni nas samych :). Na koniec moja ulubiona fota. Myślę, że w Białymstoku nie ma dużo takich miejsc. Klimatycznych i obłędnych, zwłaszcza... gdy stoi się na scenie.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Białystok niech wie - że prośbę spełnimy i wrócimy. Dziękujemy za zaproszenie i kapitalne warunki. A Wam drodzy fani z Podlasia i okolic - za obecność.

Autorem zdjęć z Białego jest Oleg Zubel - dziękujemy :)

Czas zamknąć kabinę wehikułu czasu (pasy człowieku!) i przenieść się do najchłodniejszego miejsca w naszym kraju. Tak naprawdę - tylko z nazwy, bo w Mrozach było bardzo ciepło!

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

(choć jak teraz patrzę na to zdjęcie, to ten dym na scenie wygląda jak para lodowa z zamrażalki, więc może coś w tej nazwie jest ;))

Wróć. Izdebski. Dlaczego było? Bo pierwszy raz występowaliśmy przed uczestnikami konkursu artystycznego “Kulturomaniak”. Mieliśmy przyjemność być muzyczną wisienką na torcie i zagrać dla laureatów tego wydarzenia. A nie jest to łatwe. I nigdy nie będzie. Odnalezienie spokoju w momencie kiedy świadomie występujesz przed ludźmi, którzy zajmują się tym co Ty - napawa lękiem. Ale jak się okazało, to znowu był mój “overthinking” i koncert nie dość, że był intymny (a takie się pamięta na bardzo długo), to sala Centrum Kultury w Mrozach była pełna. To zawsze niewypowiedziany na głos komplement.

Ej bez kitu. Nawet scenografia i światła nadały mroźnego klimatu, ale to mylne wrażenie, bo w serduszkach czuliśmy dużo ciepła. < robię_się_przesadnie_słodki >

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Wyjątkowe skupienie u naszej dwójki to rzadkość. Zazwyczaj wpadam na scenie na 100 nowych pomysłów, o których nie wspominam Kasi przed koncertem i często zdarza nam się improwizować (co czasem pozytywnie zaskakuje nas samych). Tym razem oddałem moją gwiezdną girlandę na rzecz instrumentu Kasi (trzeba się dzielić, nie?)

Patrząc na foty, zdałem sobie sprawę, że przez cały koncert byliśmy związani niebieską poświatą i wiecie co? Jeszcze bardziej uwielbiam ten kolor (a nie wiedziałem, że można stopniować miłość do kolorów).

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Jak zwykle, przez moje gadanie, koncert wydłużył się ponad scenariuszowe założenia, ale Dyrektor Centrum Kultury dał mi zielone światło, więc nie obeszło się bez bisów! (zaplanowanych :D). Czy wrócimy do Mrozów? Jeśli dostaniemy zaproszenie, to nie będzie momentu zawahania! Dziękujemy i wysyłamy o takie uśmiechy jak poniżej!

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Zostało nam 17% w akumulatorze - kto leci z nami do Bydgoszczy?! (wiem, że chcesz bez pasów, ale jak nie zapniesz to… nie patrz tymi oczami! Zapinaj!)

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

xD

BYYYYYYYYYYYYYDGOSZCZ! Tu też nas nie zaskoczyliście, bo było cudownie, co lepsze, cały dzień był lekko owiany w tajemnice przed… Kasią :D, która tego dnia obchodziła swoje urodziny (według nas, bo docelowa data była dwa dni później). Ale o tym za chwilę. Zbudujmy napięcie!

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Krok. 1, zacznijmy czymś zwyczajnym. To ja, na dzień przed, u autorki zdjęć z Bydgoszczy - Magdy Halickiej, którą już pewnie dobrze znacie z naszych koncertów.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Jak widać emocje sięgają zenitu.

Zaraz po przyjeździe do klubu ElJazz w Bydgoszczy, załączył się typowy dla mojego mózgu “sprzątacz/ układacz/ koleś_szukający_śrubokręta”

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Jak przed każdym koncertem, czekała nas próba dźwięku. Jest to jeden z najważniejszych punktów w dniu koncertu. To zazwyczaj ta godzina na scenie z realizatorem sprawia, że koncert jest słaby, średni, dobry, bardzo dobry, znakomity - nie do zapomnienia.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Jakiś basista chciał zagrać z Kasią, ale chyba powiedział jakiś słaby żart...

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

W każdym razie, jak już się “nagłośnimy”, to następuję kolejna faza. Nasza niskobudżetowa scenografia czyli:
‐ lampki skradzione z choinki
‐ artefakty z mojego poddasza
‐ wszystko co świeci
‐ jeszcze więcej świecących rzeczy

Daria i Needy mają zawsze plan i są najszybsze z najszybszych (zawsze!)

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Pan po lewej ma zastrzeżenia do ostatniego zdania.

Dźwięk działa, scena wygląda - czas wspiąć się do garderoby! A tam… Kasia aktywnie i z pełnym zaangażowaniem słucha, jak zrobiłem jej drinka.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Potem robienie ostatecznej set listy. Powiem, że zawsze drukowałem, zazwyczaj za małą czcionką i nic nie widziałem, co skutkowało schylaniem, a często wypinaniem do publiczności moim grzbietem. Ogólnie angażowałem wszystkie swoje ruchy, żeby dopatrzeć się jaka piosenka jest następna. Zrozumiałem, że to był znak i najfajniej mieć po prostu analogowo stworzoną listę piosenek.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Wiecie, co jest najgorsze - to 20/30 minut przed koncertem. Kiedy czujesz, że jesteś już gotowy i pytasz co chwilę swojej menagerki (Daria <3) czy już możesz iść grać i śpiewać i tańczyć!

‐ “Jeszcze chwilę” to najbardziej ekscytująca, irytująca i piękna odpowiedź.

Ale dobra, nie przeciągam struny (hehe).

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Zaczęliśmy koncert nową piosenką zatytułowaną “Niewiarygodne”. Nie wiem dlaczego, ale lubię zaczynać koncert z piosenką o refleksyjnym charakterze. Sam zawsze lubię koncerty, po których wychodzę zamyślony, bujający w niebieskich obłokach. Od zawsze byłem człowiekiem melancholią. Wynikało to z dość introwertycznego podejścia do świata. Ale scena zmienia człowieka. Ludzie zmieniają człowieka.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Tak! Potrafimy się uśmiechać, ci co byli to wiedzą, że przychodzi też moment na… “Tłuste bity”

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Niektórzy wiedzą, co to za utwór. Nie powiem, wpieniło mnie zakończenie sezonu, a bohaterka piosenki… czy to nadal miłość?

Apropo bohaterki. Tego dnia zrobiliśmy Kasi urodzinową niespodziankę. Uwaga, uwaga. Były nawet bio-eko-bezglutenowe babeczki, które upichciła Needy :D To chyba było dość głośne 'sto lat' w stylistyce operowej.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Solenizantka.
Street Team Izdebski 1:0 Kasia Mazurkiewicz

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Urodziny urodzinami, ale koncert trzeba dokończyć :D. Na scenie była ze mną Róża, Pocahontas, Rachel oraz “świeżak”. Ukulele tego dnia przybrało imię Glen (męskie, bo Ukulele tenorowe). Co lepsze, pierwszy raz w historii, imię dla mojej partnerki wybrał ktoś z publiki, co oficjalnie zapisałem w moim pamiętniczku.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

A to Róża i jej pierwszy występ z uwiecznionym autografem Glena Hansarda! To słowo nad oznacza po irlandzku “With big love” - i jak ja mam nie kochać kurde życia? Koncert powoli zbliżał się do końca i to jest bardzo smutna chwila, bo widzisz że piosenki się kończą i wyrywa Ci się ta informacja… i nagle słyszysz jęk. Wasz jęk. I to jest miłe, bo chcecie więcej i nie puszczacie nas ze sceny. I to jest kolejny. Bezgłośny komplement.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Piękni ludzie i ich szczere uśmiechy, uwiecznione jako dowód, że muzyka to lek na codzienne smutki.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

I wiecie co? Mam tych zdjęć jeszcze kilkadziesiąt i każda zostawia mnie z 3 sekundowym zamyśleniem. Że to prawda i że się stało. Więc jest możliwe. To jest to miejsce. Dziękujemy Wam za obecność, za wsparcie i energię, bo nie macie pojęcia, ile jej w nas zostawiacie.

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć

Autorem zdjęć z Bydgoszczy jest Magdalena Halicka

A tutaj link do zdjęć z Wami! Foty z wszystkich koncertów